Bucket List, Europe, Switzerland

Bucket list: Matterhorn

Ostrzeżenie: ten post nie zawiera wspinaczki wysokogórskiej. I nie jest sponsorowany przez producentów czekolady. A szkoda.

Caution: this post doesn’t contain high mountain climbing. And it’s not sponsored by chocolate manufacturer. What a shame.

DSC_0939_1.JPG

Trójkątna góra. Matterhorn. Szczyt, którzy znają chyba wszyscy, a na pewno Ci, którzy choć raz przyjrzeli się opakowaniu Toblerone zanim pochłonęli całą zawartość. Chociaż dla mnie kształt samej czekolady Toblerone zawsze był bardziej fascynujący, niż kartonik w którym się znajdowała. I sreberko mnie drażniło, bo strasznie się darło. O czym to ja… Trójkątna góra! Matterhorn był na moim mentalnym bucket list od zawsze (jak ktoś wie, jak przetłumaczyć bucket list inaczej niż lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią, to poproszę. Za Toblerone). I oto dowód, że ja i Matterhorn znaleźliśmy się wystarczająco blisko siebie, żeby cyknąć sobie pamiątkowe zdjęcie:

Triangle shaped mountain. Matterhorn. Everybody knows it. At least those, who have taken a look at Toblerone packaging before eating the whole thing. Frankly speaking, shape of Toblerone was always more interesting to me than the packaging. And silver foil inside is annoying, it’s ripping even when you’re not touching it. What was I writing about? Triangle shaped mountain! Matterhorn was on my bucket list since.. forever? And here you have an evidence that Matterhorn and I were so close, that we took a selfie together:

2015-06-18 13.08.00 HDR

Nie umiem wyjaśnić tej fascynacji Matterhornem. Góry lubię, ale nie uznaję ich metaforycznej wyższości nad innymi tworami geologicznymi. Może to po prostu ten charakterystyczny kształt. Bardzo “górowaty”. To na pewno to. Niezaprzeczalna fascynacja była i jest, więc jak moja rodzina pojechała do Szwajcarii, a ja na kilka dni zabrałam się z nimi, musieli mi obiecać, że pojedziemy do Zermatt i zobaczymy Matterhorn. Na szczęście mieliśmy blisko. Zermatt, szwajcarskie Zakopane, jest urokliwe, ale przyznam, czegoś mi zabrakło. Może śniegu, który stworzyłby bajkowy klimat? Fioletowej krowy? Były za to meleksy (zakaz wjazdu pojazdom z silnikami spalinowymi), drewniane budynki, surfinie i mój faworyt: drewniane chatki z wieków minionych. I świstak! Był świstak, ale niestety nie zawijał w sreberka. Może z braku fioletowej krowy?

I can’t explain this little Matterhorn fascination of mine. I like mountains, but I don’t think they’re better than any other geological formation. Maybe it’s this triangle shape. Very mountainy. It has to be it. I can’t (and couldn’t) deny this fascination, so when my family went to Switzerland and I joined them for a couple of days, they had to promise me a trip to Zermatt. Fortunately we were staying nearby. Zermatt is charming, but I have to admit, I was expecting something else? Different? More? Maybe it looks more magical when covered in snow. Maybe I was expecting to see purple cows. Instead, there were golf carts (petrol engines are not allowed in Zermatt), wooden buildings, surfinias and my fave: wooden houses from few centuries back. And a marmot.

DSC_0001DSC_0013_1DSC_0022_1DSC_0035_1DSC_0056_1DSC_0062_1DSC_0065_1DSC_0073_1

Żaden ze mnie alpinista, więc żeby Matterhorn mi z ręki jadł, skorzystałam z kolejki zębatej na Gornergrat (3089 m n.p.m). Zdecydowanie najdroższa podróż koleją w moim życiu. Wolę nawet nie myśleć o tym, że kosztowała 95CHF w dwie strony.* Pomyślałam, wciąż boli. Czy było warto? OCZYWIŚCIE, ŻE BYŁO WARTO. Matterhorn mi z ręki jadł i mamy wspólne zdjęcie. A okolice Gornergrat też są niezwykle malownicze.

I’m not a mountain climber and I never will be, so to meet Matterhorn I took a train to Gornergrat (3089 m). It was the most expensive train ride of my life. I even don’t want to think that it was 95 CHF return.* Ok, I’ve just thought about it, it still hurts. Was it worth it? OF COURSE IT WAS WORTH IT. I have a selfie with Matterhorn and surroundings were impressive too.

DSC_0898_1DSC_0953_1DSC_0935_1DSC_0976_1DSC_0949_1

*Kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Dojeżdżając do Zermatt musimy porzucić samochód na parkingu i opcje są dwie: pociąg albo dowóz organizowany przez parking. Mówiący wszystkimi językami świata Chorwat zaproponował nam tańsze bilety na kolejkę na Gornergrat. Zaryzykowaliśmy, wzięliśmy. Chorwat zapakował naszą siedmioosobową wycieczkę do busa, zawiózł do Zermatt, powiedział żeby zadzwonić jak będziemy wracać i przyjedzie. Tańsze bilety o dziwo zadziałały. Chorwattaxi też zadziałało. Kilkadziesiąt złotych zostało w kieszeni, mogliśmy sobie za to kupić… eee… coś na pewno, ale zdecydowanie nie szampana w Szwajcarii.

*He who doesn’t risk never gets to drink champagne. You can’t get to Zermatt by car, you have to leave it on a designated parking. From the parking you have two options: train or drop off/pick up by parking staff. Croatian national from the parking, who spoke an enormous amount of languages, offered us cheaper tickets for Gornergrat train. We have decided to take a risk. He took us to Zermatt, gave us his mobile number and told to call him once we are done. Cheaper tickets worked. Pick up worked. Quite a few CHF stayed in our pockets and we could buy.. well…we could buy something, but for sure not a champagne in Switzerland.DSC_0969_1.JPG

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s